Pierwszy lot transatlantycki KLM – część 2

W poprzednim wpisie mogliście przeczytać o przygotowaniach do pierwszej transatlantyckiej wyprawy KLM, nazwanej „Lotem Snipa”, która miała miejsce ponad 80 lat temu. Dzisiaj wspólnie przyjrzymy się wyprawie od innej strony- lotu do Paramaribo w Surinamie. Zajrzymy do dziennika kapitana Hondonga, w którym przez całą ponad 3600-kilometrową podróż zapisywał najważniejsze wydarzenia dotycząc wyprawy. Oto kilka fragmentów z tego dziennika, począwszy od wylotu z Wysp Zielonego Przylądka. Zapiski te, w zaskakujący chwilami sposób, pokazują jak w tamtych czasach przebiegały loty i jakie niebezpieczeństwa niesie za sobą pogoda. Sytuację mocno skomplikował fakt, że jedno z kluczowych urządzeń nawigacyjnych tuż po starcie odmówiło posłuszeństwa.

1934-december-Snip-Waalhaven

19:45 – Nawigator poinformował o usterce radia. Znoszenie mierzone co 20 minut. Zachód słońca- radio wciąż niesprawne. Znoszenie mierzone przy pomocy lamp i miernika znoszenia.
21:10 – Radio naprawione. Nawiązany kontakt z K-18 (okręt podwodny Marynarki Wojennej Królestwa Niderlandów).

23:00 – Zgłoszono pozycję po odczycie z sekstantu o 22:25. Przewidywana godzina spotkania z K-18: 00:30, 20 grudnia.

23:55 – Namiar z K-18: 75. Przekazano telegram do Ministra Obrony oraz, w imieniu załogi „Snipa”, podziękowania dla załogi K-18.

00:30 – Prośba o namiar.

00:38 – Otrzymano współrzędne 11,55N i 33,10W. Namiar 9 i prośba o potwierdzenie kiedy światła statku znajdą się w zasięgu wzroku. Sugestia dla K-18: sygnał po usłyszeniu silników samolotu. Chmury 6/10, wysokość bez zmian.
00:42 – K-18 nadaje: Wszyscy na pokład, prawdopodobnie słychać silniki samolotów. Widzimy was.

01:15 – Wysokość 750 metrów.

01:20 – Ponowna usterka radia. Stolk pomaga operatorowi radia znaleźć przyczynę. Jestem sam w kabinie, widzę spadek ciśnienia paliwa we wszystkich silnikach co powoduje natychmiastową utratę mocy. Wspólnie ze Stolkiem przełączamy się na zbiorniki w skrzydłach. Po spokojnym zejściu do 500 metrów ciśnienie i moc normują się.  Stolk wrócił do kabiny, ciśnienie wzrosło do około 5. Wracamy na 750 metrów. Van Balkom próbuje odczytać pozycję z sekstantu. Pomiar znoszenia możliwy tylko przez szczeliny w chmurach.

03:00 – Szacowana prędkość- 315 km/h. „Stuyvesant” (statek KNSM) uprzedza o wietrze ok. 30 km na wysokości 750 metrów. Wiatr w ogon, z kierunku 20 stopni.

03:55 – Radio częściowo naprawione, jednak mało użyteczne.

04:00 – Warunki pogodowe coraz gorsze. Wysokie chmury, wieje pasat, widzimy wyładowania atmosferyczne. Lecimy po omacku.
06:00 – Ulewa

08:00 – Pasat, cumulusy 6/10, deszcz.

09:30 – Wysokość 500 metrów, pod chmurami. Namiar Paramaribo: 90′. Niemożliwe, zbyt daleko. Przyszedł Stolk. Orientacja wg słońca mocno utrudniona, ponieważ pogoda jest kiepska. Oczekujemy na możliwość namiaru. Osiągamy ląd o 10:18. Obserwacja zachodniego wybrzeża pozwala po 5 minutach ustalić pozycję, lecimy na 400 metrach.

10:25 – Wysłano wiadomość do K-18: Osiągnęliśmy wybrzeże, dziękujemy za pomoc. Przekażcie informację do Porto Praia.

10:55 – Przelecieliśmy nad Cayenne, następnie nad Diabelską Wyspą, następnie obraliśmy kurs na Albinę i do Paramaribo. Etap: Îles du Salut-Paramaribo. Mocne opady i niska podstawa chmur. Przelecieliśmy kilka razy nad Paramaribo i obieramy kurs na Zanderij.

12:55 – Rzut oka z powietrza na Zanderij i lądujemy. Samolot i silniki zabezpieczone, wsiedliśmy w pociąg do miasta.

KLM-539088Był 20 grudnia 1934 roku. Pokonanie dystansu 3300 kilometrów zajęło załodze 15 godzin i 5 minut, z prędkością przelotową 220km/h. Podczas lądowania w zbiornikach znajdowało się jeszcze 1650 litrów paliwa. Ostatni wpis w dzienniku kapitana Hondonga jest bardzo stonowany i profesjonalny, jak przystało na świetnego pilota. To skromne świadectwo ich przyjęcia w Zanderij które, delikatnie rzecz ujmując, było bardzo entuzjastyczne. Setki osób zgromadziły się aby powitać załogę i samolot. Nie zabrakło również oficjalnych powitań, przemów i uroczystej parady w Paramaribo.

KLM-539089

Ostatni etap podróży został ukończony 22 grudnia. Samolot obrał kurs na La Guarię w Wenezueli, a następnie skierował się do Curacao, gdzie tysiące ludzi zgromadziły się aby powitać „Snipa”. Gubernator, w imieniu Królowej Wilhelminy, nadał całej załodze tytuły szlacheckie. 23 grudnia polecieli na Arubę- ich punkt docelowy. Podróż trwała w sumie 7 dni, 19 godzin i 20 minut, z czego w powietrzu samolot spędził 54 godziny i 27 minut. Cała przebyta trasa liczyła 10488 km. Po wylądowaniu niezwłocznie rozpoczęto ponowne dostosowanie samolotu do przewozu pasażerów. Samolot, wraz z załogą, pozostał w zachodnich koloniach holenderskich. 19 stycznia 1935 rozpoczęto regularne przewozy pomiędzy Cauracao a Arubą, które zapoczątkowały istnienie oddziału KLM, zwanego „West-Indian”.

Snip-Curacao

„Snip” został wycofany ze służby po zakończeniu II wojny światowej, a następnie pozostawiony w Curacao na pastwę losu. Zachowała się tylko kabina, która została pieczołowicie odrestaurowana przez dział utrzymania w późnych latach ’80. Ostatecznie „Snip” został sprowadzony w 1992 roku do Curacao, gdzie do dzisiaj pozostaje pomnikiem przypominającym ten niezwykły lot.

Tekst zamieszczony dzięki uprzejmości Air France KLM. Autor: Frido Ogier.

* * * * *

P.S. Tak się złożyło, że Air France KLM dzisiaj ogłosił promocję do Aruby, Curacao i innych miast „na Zachodzie” :) Może historia „Snipa” Was zachęci do skorzystania?