Ja tu na wietrze… (tym razem)

Niedawno opisywałem wieczorne zmagania z pogodą. Ponieważ nie wypada łatwo składać broni zrobiłem drugie podejście, tym razem za dnia. Co z tego, że deszcz nie padał, skoro dla odmiany wiało tak, że chwilami można było poczuć, że to już V1 na zegarze:) Na szczęście do VR nie dochodziło i nie próbowałem oderwać się od ziemi. Wypad zaliczam do kategorii „udanych”, głównie z racji nietypowej konfiguracji startów i lądowań, które odbywały się w układzie 29/29, co pozwalało złapać w kadrze dwa samoloty: na drodze kołowania i ten podchodzące do lądowania. Dodatkowo w obiektyw wpadł mi Vueling, którego nie dane mi było wcześniej pstryknąć.