Ja tu na deszczu, samoloty jakieś…

SP-LND_0787Ileż można jeść w Święta i pić w Sylwestra? Pewnie dużo, jednak tak się szczęśliwie ułożyło, że nasze brzuchy nie zostały zmaltretowane. Co wcale nie jest przeszkodą do spalenia kilku nadplanowych kalorii w lotniczych warunkach. Dlatego będąc w pełni władz umysłowych wybrałem się na krótki wypad pod płot 2 stycznia, wczesnym wieczorem. mając przy tym świadomość, że pogoda jest deszczowo-podeszczowa a wiatr piździ wieje jak w Kieleckiem. Założyłem buty dedykowane do pojedynku z podpłotowym błotem i odwiedziłem „płot”. Stety/niestety wiało tak, że statyw, mimo iż masywny, przegrywał z kołyszącym się ogrodzeniem. Wielce zawiłe prawa fizyki wskazywały, że stosując zasadę rodem z tabloidów „nie focę bo trzymam płot” świetnie się sprawdza bo statyw był stabilny. Tylko, że wtedy dobrze byłoby mieć ze 4 dodatkowe ręce, bo chwycić dwie sroki za ogon było niemożliwością. Gdyby trzymanie statywu mogło ustabilizować płot…:)

Zbierając manatki do samochodu zastanawiałem się jak zmniejszyć wagę moich „sandałów” o połowę (czyt. pozbyć się błota) i wtedy doznałem olśnienia bo wewnętrzny głos powiedział mi „przecież w bagażniku od dwóch lat wozisz buty „błotne”- trzeba było je wcześniej założyć”. Trzeba, trzeba… to zawołaj Trzebę niech zakłada;) Dzięki własnej sklerozie mam umyte i wypastowane „błotne” laczki. A te niepotrzebnie zabłocone suszą się w bagażniku. Oby nie kolejne 2 lata:)

Trzeba mieć trochę bzika, żeby w taką pogodę iść focić, prawda?

  • Grzegorz Różycki

    Prawda!

  • Alan Ravenhurst

    Są dwa rodzaje błota – błoto na Wirażowej i błoto na Paluchu.

    • Dodałbym do tego najnowszy wymysł złośliwej matki natury- błoto przy PPS12 :)