5 rys na wizerunku PLL LOT

PLL LOT jaki jest każdy widzi. To nasz narodowy przewoźnik, duma polskich przestworzy, do niedawna lider wśród linii przewożących pasażerów w Polsce. PLL LOT to również mój murowany faworyt do zwycięstwa w ogólnopolskim konkursie na największą liczbę wpadek przy akcjach marketingowych. W zasadzie czego się nie dotkną to wychodzi babol. Aż się prosi, żeby przypomnieć kultową scenę z filmu Miś, która doskonale oddaje klimat podejmowanych działań promocyjnych:

YouTube Preview Image

Wyjątkowo groźnie brzmi fragment „i to nie jest nasze ostatnie słowo!” bo faktycznie za każdym razem zaskakują mnie coraz bardziej, przesuwając w nieskończoność moją granicę pojmowania abstrakcji. Ja, niedowiarek, otwieram oczy i pytam sam siebie: to tak można? Niestety można:/

Wielu „specjalistów” nie mających nic wspólnego z jakimikolwiek mediami już siedemdziesiąt cztery razy zdążyło się zachwycić jakież to sukcesy reklamowe odnosi ostatnimi czasy PLL LOT, a jego działania ociekają zajebistością. Pora dać temu odpór i rozłożyć na czynniki pierwsze kilka akcji, które przewoźnik mocno promował również w portalach społecznościowych. Nie będę się skupiał czy coś było zasadne czy nie. W zasadzie wisi mi to kalafiorem, bo nie mnie będą z tego rozliczać. Za to chętnie przyjrzę się czy (moim zdaniem) pozytywny efekt marketingowy został osiągnięty. Od razu odpowiem: nie został. I to przynajmniej pięciokrotnie.

miejsce 5: Szalone Środy

Szaleństwo cenowe!!! Pod warunkiem, że ktoś w wyszukiwaniu wpisze akurat kombinację dat skutkującą pokazaniem mega atrakcyjnej ceny. Przy odrobinie cierpliwości i szczęścia jest to możliwe, więc narzekania że się nie da, że to ściema, są marudzeniem niegramotnych. Koniec chwalenia PLL LOT, bo jeszcze uwierzą że akcja jest genialna. Gdzie zatem haczyk, gdzie wpadka? Szukajcie, a znajdziecie:)

Sytuacja 1:
Wstajesz rano, wsiadasz w jakiś autobus, jedziesz do swojej huty, tyrasz. Nagle przypominasz sobie, że dzisiaj Szalona Środa, to sobie bilet kupisz, żeby brata, co haruje w londyńskim barze na zmywaku, odwiedzić. Wbijasz na lotowski fan pejdż, klikasz w linka i kupujesz bilet, akurat była promocja na Londyn. Wyskakujesz na weekend, chlasz z braciakiem bronko w pubie, co kończy się staropolską najebką i rzyganiem w metrze. Na bogato się bawicie. W niedzielę wracasz samoLOTem do kraju, jeszcze nabombiony jak szapdel bo do brata wpadli wczoraj kumple z dzielni, co w innym pubie są Senior Zmywakowymi i stać ich więcej browarów. Wypad udany, wszyscy nastukani:) Zostawiasz komentarz na fan pejdżu LOT: #dzieki_ale_sie_naebaem…

Sytuacja 2:
Twój braciak, co w londyńskim barze na zmywaku robi dostał funciaka podwyżki za godzinę, wiedzie mu się i chce cię zaprosić do Londynu na staropolską najebkę…

Niestety w tej historii happy endu nie będzie, bowiem LOT w swojej niezmierzonej kreatywności wpadł na genialny pomysł, że strona z aktualnymi „szalono-środowymi” ofertami może być odwiedzana tylko z terytorium Polski. Gdzie tu sens, gdzie logika? Ja wiem, że wylot obowiązkowy z Warszawy, bo promocja macierzystego portu. Ale restrykcje do polskiego IP? Totalny bezsens. Chyba, że LOT zakłada, że nikt przy zdrowych zmysłach nie przyleci do Warszawy, żeby stąd wyskoczyć gdzieś dalej. Może „zagramanico” ogólnie ma lepsze ceny i nie chcą ludzi denerwować. Tylko czekać aż zachód zablokuje dostęp do swoich promocji internautom z Polski. Jeszcze ktoś będzie chciał bilet kupić i dać im zarobić. LOT wie, że do tego nie można dopuścić.

Żenia niezła.

miejsce 4: Nazwij Dreamlinera (Habemus Franek)

Po hucznym powitaniu pierwszego Dreamlinera SP-LRA i cichych przylotach kolejnych 4, LOT postanowił uczcić przybycie 6 samolotu, który otrzymał, a jakże, rejestrację SP-LRF. Czemu akurat feta z okazji przylotu Foxtrota, a nie Delty albo Charlie nie wiedzą nawet największe tuzy marketingu, więc i ja nie będę w to wnikał. To wszak logika PLL LOT:) W związku z tym, że tak polecę żargonem żywcem wyjętym z kodeksu karnego, działając wspólnie i w porozumieniu z Agorą zorganizowali konkurs. LOT trąbił o tym na swoim fan pejdżu zachęcając do udziału, co nie było żadnym zaskoczeniem. Pewnego dnia wszystkie posty konkursowe zniknęły z fejsa PLL LOT i wszelki ślad o konkursie zaginął. Trudno mi znaleźć jakieś wyjaśnienie tej sytuacji

#szydera_mode_on

Oczywiście zgodnie z regulaminem wyniki zostały opublikowane na stronie GW. Oczywiście pierwotnie wygrała nazwa Future. Oczywiście tłumaczenie LOT było takie, że to nazwa ponadczasowa i łatwa do wymówienia również dla cudzoziemców. Oczywiście przy nadawaniu imion samolotom Niemcy mają to głęboko w dupie i nazywają je lokalnie (np. Böblingen, Greifswald czy Idar-Oberstein), co zapewne jest ukłonem dla niewładających językiem, w którym (cytując kolegę mego, Rafała) „nawet życzenia świąteczne brzmią jak wyrok śmierci”. Albo Rosjanie- smarują na kadłubach nazwy cyrylicą. Przeczytasz to dobrze, nie przeczytasz- twój problem:)

Zdrowy rozsądek podpowiada, że Future wygrało bo szło za nim uzasadnienie najbardziej łechcące ego przewoźnika. Szkoda, że screena nie zrobiłem:) Ale było tam coś o rozwijaniu skrzydeł, świetlanej przyszłości. Coś jakby Dreamliner był lekiem na całe zło. Na przyszłość będę wiedział, żeby pisać nie to co myślę, tylko to co chcą jurorzy przeczytać:)

#szydera_mode_off

Finalnie mamy Franka, ale dlaczego? Ze strony LOT się niczego nie dowiemy. Mieliśmy więc konkurs, o którego wynikach LOT oficjalnie nawet nie był łaskaw poinformować, o gratulacjach dla zwyciężczyni i zwykłych podziękowaniach dla uczestników już nawet nie wspominam. Ptaszki ćwierkają, że zainteresowanie było bardzo duże i cyfry ze statystykami odwiedzin prezentują się bardzo dobrze. Chociaż może oczekiwanie słowa „dziękujemy” to zbyt wiele?

Nie, to niezbyt wiele. To druga odsłona żenady PLL LOT.

miejsce 3: Rozdwojenie jaźni i sprzętu

Powszechnie wiadomym jest, że LOT zrobił deal z Samsungiem i na pokładach Dreamlinerów w wyższych klasach pasażerowie mogą skorzystać z tabletów producenta. LOT nie omieszkał się tym pochwalić wszem wobec i każdemu z osobna. W zamian za tablety, Samsung  jest promowany przez LOT tu i ówdzie… Oczywiście nawet tutaj LOT musiał mi się podłożyć bo jasno widać, że częścią dealu jest promowanie Samsunga na oficjalnym koncie fesjowym LOT. To z tego powodu regularnie pojawiają się zdjęcia wrzucane przez stewardesę: a to z samolotu, a to z płyty przed samolotem. Żeby nie było wątpliwości iż jest to ewidentne lokowanie produktu zdjęcia mają dołożony logotyp producenta wskazujący pewną grupę produktową. W moim mniemaniu znaczy to, że zamieszczone zdjęcie zostało zrobione sprzętem tej firmy. Jako wisienka na torcie informacja, że „tym razem kierunek Nicea”. Nie potrafię odebrać tego inaczej jak stwierdzenia, że sympatyczna stewardesa za chwil kilka się tam uda w trasę.

screen: www.facebook.com/PllLOT
screen: www.facebook.com/PllLOT

 

Dla porównania to samo zdjęcie dodane kilka dni wcześniej na konto Instagram @malinowa_mamba:

– nie ma logotypu
– nie leci do Nicei, tylko właśnie wróciła z Budapesztu
– to zdjęcie zostało zrobione iPhone4, a nie jak może sugerować jego fejsbukowa odsłona Samsungiem

Ależ wtopa… promować Samsunga zdjęciami robionymi iPhone??? Nie chcę nic sugerować, ale ktoś może pomyśleć że Samsung takich nie potrafi robić i stąd żonglowanie. Tak czy inaczej jedna z tych dwóch firm nie powinna być zadowolona z tego zagrania. Nie dziwi zatem brak zbieżności w opisach zdjęć. Przecież rzeczywistość nie ma znaczenia, ważne żeby dobrze sprzedać story, a ciemny lud to kupi.

Witamy trzecią żenadę :D

miejsce 2: Poleć z nami na AirShow

Jedna z większych wpadek PLL LOT. Na instagramowym konkursie można było wygrać ekstra nagrodę, cenną w zasadzie tylko dla zapaleńców. Przelot Embraerem na trasie EPWA-EPRA-EPWA w trakcie trwania pokazów lotniczych AirShow. LOT „zapomniał” o jednym szczególe- ogłosili konkurs nie mając potwierdzonej nagrody głównej, a konkretnie zgody z ULC na lądowania cywilnego statku powietrznego na lotnisku wojskowym. Koniec końców zgody nie dostali i nagroda poszła w diabły. Owszem, była rekompensata całkiem sensowna i raczej nikt stratny nie był. Poza samym LOTem, który miast rzetelnie podejść do tematu odwalił prowizorkę wychodząc z założenia „jakoś to będzie”. Guzik prawda… Nie będzie, bo musieli dać więcej przez swoje niedbalstwo. Klasyczny przykład utraconych korzyści. Zajebiście, prawda?

Się pochwalę jeszcze fotką, która miała mi dać pierwotną nagrodę. Nie dała bo LOT dał… ciała :)

Pewnie podobnie wyglądała organizacja konkursu z wyborem imienia dla SP-LRF. Być może istniała realna szansa, że na którymś etapie nastąpią trudności (może np. zwiedzanie fabryki Boeinga by nie doszło do skutku), dlatego asekuracyjnie proponowali voucher.

Żenia numer 4 odznaczona.

and the winner is: Friendly Travel

Patrząc na to co do tej pory napisałem ciężko oprzeć się wrażeniu, że działania marketingowe LOT to radosna twórczość kogoś kto średnio przejmuje się tym co będzie za jakiś czas. Ot… zrobimy konkurs, promocję a potem się zobaczy co z tego wyjdzie. LOT czasem potrafi zaskoczyć i ogłosić promocję do miejsc przyjaznych LGBT. Nie należy jednak chwalić LOTu przed upływem doby, bo w tym czasie zdążyli już zmienić przekaz i politycznie poprawnie zachęcali od odwiedzania miejsc przyjaznych wszystkim. Nie potrafię powtórzyć procesów myślowych, które towarzyszyły ichnim marketingowcom, ale to chyba tylko dlatego że nie miały miejsca. Publikując takie treści, w tym dziwnym kraju, należało się od samego początku liczyć, że odezwie się chór pokemonów stojących na straży „moralności”. Więc albo się z taką inicjatywą nie wychodzi, albo się swoich racji broni.

W praktyce tych protestów nie było dużo, a przynajmniej internety nie huczały. Jakiś tam poseł Pięta rzucił suchara, posłanka Wróbel błysnęła intelektem. Paru trolli na fan pejdżu zaczęło bojkotować LOT. A tu taka niespodzianka: już nie promujemy oferty dla LGBT, bo nam się odwidziało. Podobno strona z inspiracjami jest ciągle zmieniana na podstawie analizy odwiedzin itd… Marketingowy bełkot, bo jak po niecałej dobie można stwierdzić, że userzy z grupy LGBT to nas nie odwiedzają i zmieniamy przekaz. Po to, żeby go następnego dnia przywrócić, w lekko złagodzonej formie. Akcja marketingowa, która się kręci jak chorągiewka na wietrze: kto w nich napieprza to w jego kierunku skręcają. Krzyczą z prawa, to odcinają się od środowisk homoseksualnych, krzyczą z lewa to wracają do przekazu. PLL LOT wykazał się ogromnym tchórzostwem, dzięki czemu po raz kolejny strzelił sobie w stopę. W ten sposób akcje marketingowe można prowadzić w lokalnym warsztacie samochodowym, a nie firmie z branży lotniczej. Chyba, że ktoś, kto się tym zajmuje ma takie pojęcie o marketingu jak ja o balecie. Chociaż panu Zdzisiowi, z rękoma w smarze po łokcie, bardziej zależy, żeby klienci mówili o nim dobrze. Lub chociaż nie mówili źle.

Tak czy inaczej smród poszedł i prędko nie wywietrzeje. Przyczyną jest, że LOT się bawi w marketing, zamiast zajmować się tym na poważnie, jak dużej firmie przystoi. I żaden Dreamliner, ani zastępy Dreamlinerów nie sprawią, że w tej firmie zacznie się dobrze dziać. Pierwszym krokiem powinna być zmiana mentalności ludzi tam pracujących. Albo samych ludzi, w zależności co będzie łatwiejsze.

Przypomniał mi się dowcip, taki z brodą:

Idzie facet ulicą i widzi, że jakiś gościu położył swojego penisa na murku i raz po raz uderza w niego konkretnym młotkiem.
– Co pan robisz- pyta?
– Jak to co? Uderzam młotkiem w swojego penisa!
– I jaką ma pan z tego satysfakcję???
Delikwent z uśmiechem odpowiada:
– Jak nie trafię :)

PLL LOT czasem ma satysfakcję ze swoich działań marketingowych. Ale ile w międzyczasie sami sobie, na własne życzenie, bólu zadadzą, to nikt nie jest w stanie zrozumieć:)