Ja, kapitan. Tadeusz Wrona

Kapitan Wrona

„Kapitan Wrona” i wszystko wydawać by się mogło jasne, bo chyba nie ma w tym kraju osoby, która by nie kojarzyła tych dwóch słów. Jeżeli jakimś cudem ktoś jednak nie wie, to przypominam, że kapitan Wrona to pierwszy pilot w historii lotnictwa, który przyziemił Boeingiem 767 bez wysuniętego podwozia. I to bez ofiar w ludziach. Po całym zamieszaniu związanym z tamtą sytuacją kapitan Wrona usunął się w cień, wykonując swoje zwykłe obowiązki na lewym fotelu B767. O dobrych ludziach zawsze miło poczytać, dlatego zapowiedź jego książki „Ja, kapitan” niezmiernie mnie ucieszyła. Chciałbym napisać, że ją przeczytałem, ale to nie byłaby prawda. Pochłonąłem ją w niewiele ponad jeden weekendowy dzień (wolny poniedziałek + wtorkowy wieczór poświęcony na doczytanie końcówki). Dlatego nie możesz liczyć, że moja ocena będzie chociaż trochę obiektywna.

Kapitan WronaKsiążka zawiera 252 strony historii życia opowiadanej przez człowieka, który od dziecka chciał latać. Tylko i aż latać. Historii napisanej w bardzo ciekawy sposób: wątki z lat dzieciństwa, dorastania czy wreszcie wieku dorosłego przeplatane są tym, co wzbudza największe emocje- relacją z lotu 016 na trasie Nowy Jork – Warszawa. Oczami wyobraźni „podchodzimy’ z kapitanem do samolotu, by po chwili znaleźć się nad jeziorem na obozie treningowym, gdzie mały Tadek z zazdrością spogląda na przelatujące szybowce. W trakcie lektury miałem wrażenie, że nie czytam jej sam, tylko gdzieś w głowie słucham audiobooka nagranego osobiście przez Tadeusza Wronę. Ten spokojny i opanowany głos, chcąc nie chcąc, stawał się „narratorem” opowieści.

Ja, kapitan to nie tylko suche fakty z życia, znane mniej lub bardziej szerokiemu gronu osób. To także podziękowanie tym, których kapitan Wrona spotkał na swojej drodze i którzy mieli wpływ na kształtowanie jego osobowości, zarówno w sferze prywatnej jak i zawodowej. Pozytywnie zaskoczyło mnie jak otwarcie przyznaje się do swoich słabszych stron. Podkreśla wyższość kolegów w szybownictwie, czy sfery w których nie był w stanie dorównać swoim braciom. Niby nic, a jednak wiele. W całej książce nie potrafię znaleźć chociaż cienia sugestii, że jest kimś więcej niż sobą- pilotem, którego najważniejszym zadaniem jest bezpiecznie poprowadzić samolot w trakcie lotu, od startu do lądowania. Żadnego heroizmu, bohaterstwa czy innych określeń budujących własne ego. Za to bardzo wiele wspomnień, które wywołują sentymentalny uśmiech, bo każdemu kiedyś się zdarzyło zarobić szlaban u rodziców, czy karne sprzątanie :)

Drugim obliczem tej książki jest wspominana wcześniej relacja z LO016. Dokładna, a jednocześnie zrozumiała dla każdego kto ma o lataniu wiedzę większą niż świadomość, że samolot posiada skrzydła i porusza się nad ziemią. Chwilami przejmująca i ściskająca gardło, ale „opowiadana” niezmiennie opanowanym głosem „narratora”. Nie da się tego wątku streścić. To trzeba przeczytać.

Tylko nie kupujcie ebooka (jeśli jest lub będzie). W książce jest kilkanaście ciekawych zdjęć, które na żadnym czytniku nie oddadzą jej klimatu.

Żeby nie było całkiem różowo, książka ma jedną poważną wadę: poziom korekty. Pewnych błędów nie powinno być w książce sygnowanej znakiem jakiegokolwiek wydawnictwa. Jednak i tak szczerze polecam do przeczytania.

ocena_04

  • Aniaxyz

    Nie wiedziałam, że Kpt. Wrona wydał książkę. Dzięki za info!

    • przyjemnej lektury :)